W labiryncie randek

W labiryncie randek

autorem artykułu jest Nina Modzelewska


Spotkanie takie było inicjowane z zamiarem stworzenia lub umocnienia relacji emocjonalnych, seksualnych lub małżeńskich pomiędzy uczestniczącymi w randce osobami. Nieodłącznymi elementami randki były: adoracja, prawienie komplementów, wymiana informacji na swój temat czy określenie oczekiwań w stosunku do partnera. ,,Dawna? randka wiązała się zawsze z wyjściem z domu, najczęściej spotkanie dwojga ludzi odbywało się w kinie, restauracji czy parku.


kobieta-patrzy1


We współczesnym świecie bardzo dużą popularnością cieszą się randki on-line, a więc spotkania dwóch osób za pośrednictwem Internetu. Kiedy wpiszesz w wyszukiwarkę internetową hasła: randka, flirt, miłość zobaczysz na ekranie przed sobą całą listę portali randkowych. Wystarczy stworzyć swój profil i już można wyszukiwać partnera dla siebie. Jednakże w tym miejscu pojawia się pytanie ? czy w wirtualnym świecie można znaleźć prawdziwą miłość?





Pamiętaj, że twoi internetowi rozmówcy są niemalże anonimowy. W wirtualnym świecie nie trudno trafić także na oferty mające na celu spotkanie tylko i wyłącznie w charakterze erotycznym. Internauci potrafią idealnie przedstawić swoją osobę tak, aby świetnie pasowała do gustu rozmówcy. Nie jest to wcale takie trudne, bowiem na portalach miłosnych sam piszesz o swoich zainteresowaniach i pasjach. A więc, czy warto marnować cenny czas na ludzi, którzy mogą okazać się jedynie istotami z naszej wyobraźni? Stworzonymi przez nas samych ideałami?





Oczywiście, że warto. Należy tylko pamiętać, że Internet nie może być jedyną formą kontaktu dwojga zainteresowanych sobą ludzi. To dopiero spotkania w ,,realu? pozwolą nam rzeczywiście poznać tę druga osobę, którą poznaliśmy na portalu randkowym. ,,Staromodna? randka w kinie, parku czy na zwykłej kawie i lodach nadal jest potrzebna, bo pozwala na prawdziwą rozmowę i umożliwia spotykającym się osobom na kontakt face to face.





Na pewno nie jest Ci również obce pojęcie ,,speed date? albo ,,fast dates?. Idea szybkiej randki narodziła się w Stanach Zjednoczonych, jej pomysłodawca rabin Aish Ha-Torah z Los Angeles w ten sposób kojarzył żydowskie małżeństwa. Pomysł ten bardzo szybko podchwyciła Europa i Polska.



Idea ,,speed datingu? jest bardzo prosta: w określonym czasie i miejscu spotyka się identyczna grupa mężczyzn i kobiet w podobnym wieku. Uczestnicy spotkania rozmawiają w parach, przy małych stolikach przez trzy minuty. Po spędzeniu ze sobą 180 sekund, rozmówcy zaznaczają na specjalnych formularzach TAK lub NIE, co potem pomaga organizatorom umówić te pary, z których obie osoby zaznaczyły TAK. W ten sposób zostaje zaaranżowane kolejne spotkanie, tym razem już bez ograniczeń czasowych.





Postęp kulturowy jest widoczny w każdej dziedzinie naszego życia. Dotyczy to także sfery relacji międzyludzkich i sposobów nawiązywania kontaktów. Obok tradycyjnych randek mamy teraz do czynienia z randkami on ? line i z szybkimi randkami. Można się oczywiście zastanawiać nad tym, która forma poznawania ludzi jest lepsza i w jaki sposób przekłada się na jakość relacji między partnerami. Czy randki on ?line oraz ,,fast dates? to rozwiązania tylko dla desperatów czy też może dla ludzi praktycznych i nowoczesnych, którzy cenią swój czas?





Ale przecież to nie sposób poznania się ludzi jest najważniejszy. Istotne są ich uczucia i wzajemne relacje. Chyba nie warto rezygnować z szansy na odnalezienie prawdziwej miłości…







Serwis Partnerski ONNYKS

www.onnyks.pl




Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Related posts

0 Comments

  1. Katarzyna said:

    Historia mojej najlepszej przyjaciółki Justyny przekonała mnie, że istnieje przeznaczenie. Mojego późniejszego męża poznałam już na pierwszym roku studiów.Spotkaliśmy się na <a>portalu randkowym. Justyna nikomu nie umiała zaufać. Po studiach ruszyłyśmy w dorosły świat. Liczne próby skojarzenia Justyny z którymś z kolegów mojego męża spełzły na niczym. Toteż zaskoczyła mnie, oświadczając, że była u wróżki, która wywróżyła jej… męża. Zapytałam, kto nim, według wróżki, zostanie. Odpowiedziała, że będzie miał na imię tak jak jej ojciec, czyli Grzegorz. Nie byłam pewna, czy Justyna traktuje tę przepowiednię poważnie. Okazało się, że tak. Po powrocie z wakacji zadzwoniła do mnie z wiadomością, że poznała w Maroku polskiego podróżnika o imieniu wskazanym przez wróżkę i że się w sobie zakochali. Wkrótce Justyna i Grzegorz ustalili datę ślubu na pierwszy dzień wiosny. Przed ślubem Grzegorz musiał pojechać na wyprawę etnografów do Australii. Justyna zajęła się przygotowaniami do ślubu. Mojego męża poprosiła o zaprojektowanie zaproszeń. Chciała, żeby wykorzystał do tego zdjęcia jej i Grzegorza. Po kilku próbach mąż uznał, że jednak zastąpi fotografie graficznym portretem narzeczonych. Justynie projekt się spodobał. Poprosiła o wydrukowanie zaproszeń, nie czekając na narzeczonego, który nie wrócił, mimo że pozostali uczestnicy już przyjechali do kraju. Od nich dowiedzieliśmy się, że Grzegorz postanowił dotrzeć do żyjących z dala od cywilizacji Aborygenów. Mijały jednak tygodnie, a on nie odzywał się. Minął pierwszy dzień wiosny, pierwszy dzień lata i jesieni. Minęły trzy lata bez żadnych wieści. Justyna godziła się z myślą, że jej narzeczony nie wróci. Pocieszała się, że z jakichś powodów wybrał życie wśród tubylców. W obliczu tak bolesnej straty nie miało znaczenia, że okazało, iż Grzegorz tak naprawę miał na imię Adam. Dokładnie Adam Grzegorz, a więc wedle wróżby… nie był tym, który miał być jej przeznaczony. Po niedoszłym ślubie pozostało w komputerze zaproszenie. Któregoś dnia zobaczył je nowy pracownik studia graficznego, należącego do mojego męża. Kawaler, poszukujący swojej drugiej połowy. Powiedział, że skoro przygotowaliśmy taki ładny projekt, to chętnie poznałby „narzeczoną". W pierwszej chwili nie zrozumieliśmy, o co mu chodzi. Dopiero potem skojarzyliśmy, że ma na imię Grzegorz! I że nosi takie samo nazwisko, jak zaginiony narzeczony Justyny! Muszę dodać, że bardzo popularne nazwisko. Ale to nie mógł być zwykły zbieg okoliczności. Przedstawiliśmy sobie „narzeczonych". Reszta zależała… od przeznaczenia. Tym razem zadziałało bezbłędnie. Nasi przyjaciele są do dziś szczęśliwym małżeństwem. O Adamie „Grzegorzu", zaginionym podróżniku, nadal nie ma wiadomości. Ale mamy nadzieję, że żyje szczęśliwy gdzieś w głębi Australii.

  2. Randki said:

    pamiętam jak kilka lat temu kolega założył profil w portalu randkowym i jaka to była sensacja

  3. Randki said:

    pamiętam jak kilka lat temu kolega założył profil w portalu randkowym i jaka to była sensacja

Top