<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: W labiryncie randek</title>
	<atom:link href="http://www.randki-internetowe.pl/w-labiryncie-randek/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.randki-internetowe.pl/w-labiryncie-randek/</link>
	<description>odnaleźć miłość?</description>
	<lastBuildDate>Thu, 08 Dec 2011 20:11:12 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: jaco</title>
		<link>http://www.randki-internetowe.pl/w-labiryncie-randek/comment-page-1/#comment-65</link>
		<dc:creator>jaco</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 16 Sep 2009 12:58:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.randki-internetowe.pl/?p=166#comment-65</guid>
		<description>fajne </description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>fajne</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Katarzyna</title>
		<link>http://www.randki-internetowe.pl/w-labiryncie-randek/comment-page-1/#comment-11</link>
		<dc:creator>Katarzyna</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 28 Apr 2009 10:05:57 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.randki-internetowe.pl/?p=166#comment-11</guid>
		<description>Historia mojej najlepszej przyjaci&#243;łki Justyny przekonała mnie, że istnieje przeznaczenie. Mojego p&#243;źniejszego męża poznałam już na pierwszym roku studi&#243;w.Spotkaliśmy się na &lt;a&gt;portalu randkowym&lt;/a&gt;. Justyna nikomu nie umiała zaufać. Po studiach ruszyłyśmy w dorosły świat. Liczne pr&#243;by skojarzenia Justyny z kt&#243;rymś z koleg&#243;w mojego męża spełzły na niczym. Toteż zaskoczyła mnie, oświadczając, że była u wr&#243;żki, kt&#243;ra wywr&#243;żyła jej... męża. Zapytałam, kto nim, według wr&#243;żki, zostanie. Odpowiedziała, że będzie miał na imię tak jak jej ojciec, czyli Grzegorz. Nie byłam pewna, czy Justyna traktuje tę przepowiednię poważnie. Okazało się, że tak. Po powrocie z wakacji zadzwoniła do mnie z wiadomością, że poznała w Maroku polskiego podr&#243;żnika o imieniu wskazanym przez wr&#243;żkę i że się w sobie zakochali. Wkr&#243;tce Justyna i Grzegorz ustalili datę ślubu na pierwszy dzień wiosny. Przed ślubem Grzegorz musiał pojechać na wyprawę etnograf&#243;w do Australii. Justyna zajęła się przygotowaniami do ślubu. Mojego męża poprosiła o zaprojektowanie zaproszeń. Chciała, żeby wykorzystał do tego zdjęcia jej i Grzegorza. Po kilku pr&#243;bach mąż uznał, że jednak zastąpi fotografie graficznym portretem narzeczonych. Justynie projekt się spodobał. Poprosiła o wydrukowanie zaproszeń, nie czekając na narzeczonego, kt&#243;ry nie wr&#243;cił, mimo że pozostali uczestnicy już przyjechali do kraju. Od nich dowiedzieliśmy się, że Grzegorz postanowił dotrzeć do żyjących z dala od cywilizacji Aborygen&#243;w. Mijały jednak tygodnie, a on nie odzywał się. Minął pierwszy dzień wiosny, pierwszy dzień lata i jesieni. Minęły trzy lata bez żadnych wieści. Justyna godziła się z myślą, że jej narzeczony nie wr&#243;ci. Pocieszała się, że z jakichś powod&#243;w wybrał życie wśr&#243;d tubylc&#243;w. W obliczu tak bolesnej straty nie miało znaczenia, że okazało, iż Grzegorz tak naprawę miał na imię Adam. Dokładnie Adam Grzegorz, a więc wedle wr&#243;żby... nie był tym, kt&#243;ry miał być jej przeznaczony. Po niedoszłym ślubie pozostało w komputerze zaproszenie. Kt&#243;regoś dnia zobaczył je nowy pracownik studia graficznego, należącego do mojego męża. Kawaler, poszukujący swojej drugiej połowy. Powiedział, że skoro przygotowaliśmy taki ładny projekt, to chętnie poznałby &#8222;narzeczoną&quot;. W pierwszej chwili nie zrozumieliśmy, o co mu chodzi. Dopiero potem skojarzyliśmy, że ma na imię Grzegorz! I że nosi takie samo nazwisko, jak zaginiony narzeczony Justyny! Muszę dodać, że bardzo popularne nazwisko. Ale to nie m&#243;gł być zwykły zbieg okoliczności. Przedstawiliśmy sobie &#8222;narzeczonych&quot;. Reszta zależała... od przeznaczenia. Tym razem zadziałało bezbłędnie. Nasi przyjaciele są do dziś szczęśliwym małżeństwem. O Adamie &#8222;Grzegorzu&quot;, zaginionym podr&#243;żniku, nadal nie ma wiadomości. Ale mamy nadzieję, że żyje szczęśliwy gdzieś w głębi Australii. </description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Historia mojej najlepszej przyjaci&oacute;łki Justyny przekonała mnie, że istnieje przeznaczenie. Mojego p&oacute;źniejszego męża poznałam już na pierwszym roku studi&oacute;w.Spotkaliśmy się na &lt;a&gt;portalu randkowym. Justyna nikomu nie umiała zaufać. Po studiach ruszyłyśmy w dorosły świat. Liczne pr&oacute;by skojarzenia Justyny z kt&oacute;rymś z koleg&oacute;w mojego męża spełzły na niczym. Toteż zaskoczyła mnie, oświadczając, że była u wr&oacute;żki, kt&oacute;ra wywr&oacute;żyła jej&#8230; męża. Zapytałam, kto nim, według wr&oacute;żki, zostanie. Odpowiedziała, że będzie miał na imię tak jak jej ojciec, czyli Grzegorz. Nie byłam pewna, czy Justyna traktuje tę przepowiednię poważnie. Okazało się, że tak. Po powrocie z wakacji zadzwoniła do mnie z wiadomością, że poznała w Maroku polskiego podr&oacute;żnika o imieniu wskazanym przez wr&oacute;żkę i że się w sobie zakochali. Wkr&oacute;tce Justyna i Grzegorz ustalili datę ślubu na pierwszy dzień wiosny. Przed ślubem Grzegorz musiał pojechać na wyprawę etnograf&oacute;w do Australii. Justyna zajęła się przygotowaniami do ślubu. Mojego męża poprosiła o zaprojektowanie zaproszeń. Chciała, żeby wykorzystał do tego zdjęcia jej i Grzegorza. Po kilku pr&oacute;bach mąż uznał, że jednak zastąpi fotografie graficznym portretem narzeczonych. Justynie projekt się spodobał. Poprosiła o wydrukowanie zaproszeń, nie czekając na narzeczonego, kt&oacute;ry nie wr&oacute;cił, mimo że pozostali uczestnicy już przyjechali do kraju. Od nich dowiedzieliśmy się, że Grzegorz postanowił dotrzeć do żyjących z dala od cywilizacji Aborygen&oacute;w. Mijały jednak tygodnie, a on nie odzywał się. Minął pierwszy dzień wiosny, pierwszy dzień lata i jesieni. Minęły trzy lata bez żadnych wieści. Justyna godziła się z myślą, że jej narzeczony nie wr&oacute;ci. Pocieszała się, że z jakichś powod&oacute;w wybrał życie wśr&oacute;d tubylc&oacute;w. W obliczu tak bolesnej straty nie miało znaczenia, że okazało, iż Grzegorz tak naprawę miał na imię Adam. Dokładnie Adam Grzegorz, a więc wedle wr&oacute;żby&#8230; nie był tym, kt&oacute;ry miał być jej przeznaczony. Po niedoszłym ślubie pozostało w komputerze zaproszenie. Kt&oacute;regoś dnia zobaczył je nowy pracownik studia graficznego, należącego do mojego męża. Kawaler, poszukujący swojej drugiej połowy. Powiedział, że skoro przygotowaliśmy taki ładny projekt, to chętnie poznałby &bdquo;narzeczoną&quot;. W pierwszej chwili nie zrozumieliśmy, o co mu chodzi. Dopiero potem skojarzyliśmy, że ma na imię Grzegorz! I że nosi takie samo nazwisko, jak zaginiony narzeczony Justyny! Muszę dodać, że bardzo popularne nazwisko. Ale to nie m&oacute;gł być zwykły zbieg okoliczności. Przedstawiliśmy sobie &bdquo;narzeczonych&quot;. Reszta zależała&#8230; od przeznaczenia. Tym razem zadziałało bezbłędnie. Nasi przyjaciele są do dziś szczęśliwym małżeństwem. O Adamie &bdquo;Grzegorzu&quot;, zaginionym podr&oacute;żniku, nadal nie ma wiadomości. Ale mamy nadzieję, że żyje szczęśliwy gdzieś w głębi Australii.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

<!-- Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: http://www.w3-edge.com/wordpress-plugins/

Page Caching using disk: enhanced (User agent is rejected)
Database Caching 12/20 queries in 0.041 seconds using disk: basic
Object Caching 412/441 objects using disk: basic

Served from: www.randki-internetowe.pl @ 2012-02-18 08:00:43 -->
